Symantec: 159% komputerów jest zainfekowanych

Laboratoria firmy Symantec wypuściły w świat raport z którego wynika, że 159% komputerów na świecie jest zainfekowanych różnego rodzaju wirusami, z czego 112% to wirusy mogące przenieść się na człowieka i spowodować raka w pół roku po infekcji. Reszta jest raczej niegroźnymi, prostymi w budowie procesami, które powodują, że ludzie pieprzą bzdury i podejmują głupie decyzje.

Rzygać już mi się chce od tego pierdolenia na temat wirusów, cyberprzestępców, cyberataków i cybergówna. Wszystko zaczęło się lata temu, kiedy to dwójka znajomych z amerykańskiego koledżu napisała wspólnie program, którego jednym celem było rozmnażanie się w tle, a następnie niszczenie środowiska w którym rozmnożenie nastąpiło (coś wam mówi ten wzorzec?). Ponieważ program ten był tak prosty w budowie, że aż szkoda o tym pisać, w kodzie zmieściła się ksywka tylko jednego z nich. Drugi się oczywiście obraził, pojawiły się brzydkie słowa i łzy, nastąpiło rozejście. W krótki czas później pojawił się kolejny program tego typu, wypuszczony już przez jednego tylko chłopaka, podczas gdy drugi – ten obrażony – postanowił założyć firmę zajmującą się tępieniem działalności tego pierwszego. Taki stan utrzymał się, mniej więcej, do dzisiaj.

Prawdziwy syf zaczął się całkiem niedawno, kiedy Internet zyskał na popularności, do Sieci wkroczyły banki, a za nimi nasze pieniądze, wszystkie szanujące się firmy mają swoje strony, a Facebook ma więcej założonych kont, niż jest ludzi na Ziemi. Wówczas to ludzie ze świadka odkryli, że tworzenie wirusów może być dochodowe, wystarczy, że zamiast bezsensownego niszczenia i rozmnażania program będzie jeszcze wykradał loginy, hasła i PINy, a następnie przesyłał do autora. To już jest chujowe. I tu faktycznie przydają się te wszystkie antywirusy i firewalle, ale prawda pozostaje taka, że cały ten ogromny biznes chwieje się na bardzo lichych podstawach. Nie znam dokładnych liczb, ale jestem dziwnie spokojny, że za sporą częścią komputerowego robactwa stoją dokładnie te same firmy, których produkty do ochrony można kupić w marketach po stówę z hakiem.

Dzisiaj żadna osoba o zdrowych zmysłach nie myśli o działaniu na komputerze podłączonym do Internetu bez posiadania programu antywirusowego funkcjonującego w tle, zupełnie nie myśląc o tym, jak sztuczne to rozwiązanie. Program ten ma chronić komputer przed zagrożeniem, które jest kompletnie sztuczne. Wiadomo tylko, że „gdzieś tam” są straszne wirusy i trojany i key loggery i dial upy i cholera wie co jeszcze i to wszystko jest straszne, może spalić komputer, spalić monitor, a przede wszystkim wykraść hasła. Wirusy komputerowe nieco się jednak różnią od wirusów serwowanych nam przez Matkę Naturę – są tworzone w zaciszach przydomowych garaży przez ludzi, zazwyczaj bardzo zakompleksionych lub bardzo inteligentnych, a często kombinacji obu. Jeśli nagle wszyscy „źli ludzie” przestaliby wypuszczać w Sieć złe programy, dla wielkich korporacji jakie wykwitły na tym gównie byłaby to katastrofa, na którą oczywiście nie mogą sobie pozwolić. Zwiększono by jedynie nakłady na sekcje zajmujące się tworzeniem wirusów firmowych; coś jak podkładanie ognia pod stodoły przez wykwalifikowanych strażaków.

Kolejne wpisy na opiniotwórczych portalach ostrzegają: „Kaspersky: milion pięćset miliardów komputerów jest narażonych na atak”, „McAfee: w 2009 roku firmy straciły osiemset tysięcy miliardów dolarów z powodu działania złośliwego oprogramowania”, „Panda: nowy wirus Chuck Norris atakuje ze zdwojoną siłą, banki w USA sparaliżowane”. Wszystkie te informacje-pierdoły mają za zadanie wprowadzać paranoję znaną z końcówki lat 90 i okresu pluskwy milenijnej, gdzie wirusy paliły dyski twarde i wyłączały prąd w mieszkaniu. Mało kto zdaje sobie sprawę, że największym wirusem groźnym dla Użytkowników jest wirus głupoty i podawanie swojego hasła na jakiejś tandetnej, arabskiej stronie która dziwnym trafem przypomina BZ WBK. Na ten rodzaj wirusa jednak ochrona proaktywna nie została jeszcze włączona.

Tagi: , , ,

2 odpowiedzi do “Symantec: 159% komputerów jest zainfekowanych”

  1. dieselmower pisze:

    To nie do końca jest tak jak piszesz. Każde oprogramowanie ma jakieś luki i są one bezczelnie wykorzystywane, obecnie głównie dla jaj, a trochę bardziej niszowo dla wyrwania jakieś kasy od producenta. Dziadek hakierki, Kevin Mitnick zasłynął włomem do agencji rządowej, który udał mu się dlatego, ze zadzwonił do jakiegoś kolesia na dyżurze i podając się za jego protegowanego i poprosił o hasło. Ten wystraszony autorytetem szefa, od razu hasło wydukał do słuchawki.
    Nikt aktualnie nie wypuszcza wirusów, które potrafiłyby zniszczyć dane na dysku lub odłączyć kogoś na stałe od sieci. Żywy jesteś więcej wart niż martwy.
    To nawet nie jest głupota, to jest naiwność. W końcu jak ktoś cię zapyta na ulicy czy mu dasz kartę i pin, to każesz mu w spierdalać. A w sieci – proszę, macie wszystkie dane, żryjta!

    Krótki research na n00biarskim poziomie:

    Gdzie wrzucamy swoje prywatne dane? NK, sorry nie mam konta. Facebook? O.K. spróbujmy.
    Podczas rejestracji pojawia się piękna opcja ‘dawaj dostęp do swojego mejla no-lifie’ – co robimy? Dajemy dane, a co!
    Dla przykładu: Pan Dolf Lundgren postanowił się zalogować na twój e-mail : kruck@.
    Okazało się, że masz znajomych! Mimo, ze nieudolnie podałeś się za hollywoodzkiego aktora ze Szwecji :) [btw. Kilku z listy znam…]

    Screen celem upamiętnienia:

    Facebook jest zajebisty i jak powiesz, że nie jest to się nie znasz :)

  2. kruck pisze:

    Ależ ja właśnie o tym piszę! Z racji obecnej posadki mam ciągły kontakt z nowymi tworami międzynarodowego spamu i za każdym razem w wielkie zdziwienie wprawia mnie, że są ludzie, którzy się nabierają na tak tanie tircki. Przecież to w ogóle nie jest podejrzane, że link nie prowadzi do www. bzwbk. pl, tylko http://www.gringo34. yahoo. de…

    Odnośnie Twojego przykładu to faktycznie sieka na łeb. Dreszcze przechodzą, kiedy człowiek się orientuje jak blisko SkyNetu czy innego Molocha jesteśmy… Może jeszcze Facebook powinien wskazywać, których ludzi nie warto lubić?

Dodaj odpowiedź