![]() Minister spraw zagranicznych próbuje przekonać zachodnich kolegów do swoich racji. |
Ostatni wpis z końcówki listopada, a w międzyczasie stuknął na liczniku kolejny rok. Do końca świata zostały dwa lata, o czym dodatkowo nie omieszkało przypomnieć nam Hollywood. Cholera, nie widziałem tego filmu, a bardzo chciałem. Liczę na to, że wypuszczą wersję z której wycięte zostaną wszelkie sceny z aktorami, a zostawią jedynie walące się mosty, zalewane miasta i walące się i zalewane na przemian budynki. Gdyby jeszcze byli walący się i zalewający aktorzy, można by sceny zostawić, ale skoro mają tylko przeszkadzać, to po co? Filmy porno już odrobiły tą lekcję; ciężkie acz legendarne dialogi są już jedynie wspomnieniem tych, którzy jeszcze pamiętają czasy, kiedy to pani Henrietta miała owłosienie w kroku. Tak, Henrietta, nie Bayonetta. Wypada poczekać, aż YouTube uruchomi kanał EmmerichTube, na którym znajdą się kilkominutowe urywki przedstawiające najciekawsze sceny katastroficzne.
Nie wiem, oczywiście, jak u Was minął rok 2000 i 9, ale u mnie było nad wyraz ciekawie. Przy okazji sylwestrowej zabawy musiałem wychylić sporo kieliszków, myśląc co róż o kolejnych okazjach. Nie żebym narzekał, po prostu zazwyczaj miałem tak, że cały rok ubiegły zlewał mi się w jedną całość, z której ciężko było wyłonić jakieś ważniejsze fragmenty. Zazdrościłem ludziom, którzy wymieniali na palcach kolejnych rąk (czy jakoś tak) swoje sukcesy, porażki i inne źródła westchnień z wielkim zaangażowaniem. Teraz, bodaj po raz pierwszy, sam tego doświadczyłem! Ciekawe uczucie, niemniej jednak nie jestem pewien, czy nie świadczy o czymś niefajnym. Nie jestem pewien, czy banalne „starzeję się” jeszcze tu wystarcza.
![]() Grafika komputerowa nie powinna zwalniać od myślenia: to jeszcze cycki czy już tyłek? |
2010 zapowiada się przynajmniej ciekawie. Każdy z nas ma swoje ambicje, plany, założenia i marzenia, ale są również pewne sprawy, które dotyczą większości – choćby wyroby prezydenckopodobne. Oprócz tego nie ominie nas parę premier(ów). Czy to ciekawych filmów, książek, albumów muzycznych, czy w końcu gier. Zapewne możemy liczyć również na jakieś katastrofy, zarówno naturalne, jak i spowodowane ręką człowieka; tu pokładam oczywiście nadzieję głównie w naszych przyjaciołach wyposażony w religię i broń islamską. Parę osób nakryje się także nogami, wśród będzie zapewne paru znanych, więc gazety pokryją się na parę tygodni czarno-białymi wspominkami o nim czy o niej, po czym wrócą do plastikowych cycków ptaka Dodo i Natalii Lesz. Niewykluczone, że jakieś ważne osobistości przyjdą w tym roku na świat. Oczywiście nie dowiemy się o nich, póki nie wpadną na skonstruowanie jeszcze skuteczniejszej broni do anihilowania bliźnich lub nie wymyślą kolejnej formy okradania ludzi z pieniędzy, którą banki nazwą „produktem”.
W nowym roku, 2010 – przypominam, głupi ludzie znów zrobią sporo głupich rzeczy, a mądrzy wpadną na parę mądrych pomysłów, których jednak nie wykonają z braku pieniędzy. Głupota mało kosztuje i chyba dlatego jest jej tak dużo. Ładne kobiety staną się o rok brzydsze, a brzydcy faceci pozostaną tacy, jacy byli. W polityce nastąpią pewne zmiany ze względu na polowanie dotyczące największego stołka, ale czy faktycznie coś się w związku z tym zmieni? Ci, co robią w kulturze, nadal będą w niej robić, twierdząc, że coś się dzieje, ale czy faktycznie coś się dzieje? W PKP nadal będzie śmierdziało i wszystko będzie się kleić, a spóźnienia będą coraz większe. Księgarnie nie przeżyją rozkwitu, a Polacy, zgodnie z panującym kryzysem, zapełniać będą parkingi hipermarketów zachodnimi samochodami i kupować zupełnie niepotrzebne rzeczy na tony. Mężowie będą zdradzać żony, a żony będą marzyć o idealnych mężach. Dzieci będą zażywać narkotyki i grać na X-box’ie (który może doczeka się obsługi Sieci), a młodzi modlić się będą do Boga w którego nie wierzą, aby i ten rok kredytu dało się opłacić bez większych odsetek. Marek Kondrat zagra w kolejnych reklamach banku, a Piotr Fronczewski podłoży głosy w grze komputerowej. Być może Ania Mucha pokaże drugi raz cycki, a Martyna Wojciechowska podkreśli w wywiadzie dla Vivy! (wykrzyknik to część tytułu), że pokazywanie cycków to błąd młodości, a ona teraz jest skupiona na zdobywaniu szczytów (bynajmniej nie w łóżku) i bardzo kocha swoją córeczkę. Ewa Wyrwał również pokaże cycki – czy też raczej cycuchy – choć to akurat żadna prekognicja, bo nic innego w życiu jeszcze nie robiła, a 2010 aż tak przełomowo się nie zapowiada. Poza tym, skoro ktoś już ma cycuchy, to czemu ich nie pokazywać?
![]() Żeby nie było, że ciągle o tych piersiach – udziec. |
A w Internecie? Będę prowadził swój blog, dopóki sił starczy i środków na utrzymanie. Póki jest co do garnka włożyć, a pani Wyrwał świeci biustem, bloga prowadzić mogę. Kiedy podejmę decyzję o zaprzestaniu tego niecnego procederu, na pewno zdołacie zauważyć. Choć może niekoniecznie, bo czasami przerwy pomiędzy postami są tak duże, że ludzie sprawdzają, czy jeszcze w ogóle żyję. Zawsze odpowiadam, że żyję i mam szyję, ale nie zawsze mam o czym pisać, czy też w ogóle chce pisać mi się. Mógłby ktoś spytać: to po chuja tego bloga prowadzisz, skoro masz tak mało pomysłów na wpisy? Mógłby, ale skoro nie pyta, to nie będę się silił na odpowiedź.
W Internecie jest jeszcze Nasza Klasa, która zmieniła ostatnio logo i wprowadziła własny komunikator, jest serwis Blip, gdzie w przerwach między aktami masturbacji zamieszczać można jednozdaniowe sentencje z związku z tym, co właśnie się dzieje (pisałem o tym już zresztą w którymś wpisie). Wspaniała rzecz. Szkoda tylko, że nie dokopałem się jeszcze do kanału seryjnego mordercy, bo wszystkie pozostałe wydają mi się kompletnie pozbawione resztek czegokolwiek. Ale to ja, a ja jestem człowiekiem, który pisze o tym, że w 2010 pani Wyrwał zapewne pokaże cycki. Swoją drogą, ciekawe czy pokaże?


