HWDP, co nie?

Czasami szczerze żałuję, że nie jestem elementem tłumu XXI wieku, uzbrojonym w komórki z funkcją nagrywania, aparatami fotograficznymi w zegarkach i zegarkami z funkcją dzwonienia. Oczywiście nie wyrzekam się tych dóbr na ołtarzu ręcznie struganych lasek, po prostu nigdy nie mam przy sobie cudów techniki, kiedy po raz pierwszy od chwili zakupu mogłyby się faktycznie przydać.

Godzina popołudniowa, zatłoczona ulica, polskie miasto. Kieruję się w kierunku. Nagle za mną głuchy huk, oznaczać to może tylko jedno – ktoś właśnie stuknął kogoś samochodem. Odwracam się i dostrzegam źródło odgłosu. Oto kierowca forda, wycofując z miejsca parkingowego przy ulicy, uderzył w stojący za nim samochód. Zapewne w kompletnym popłochu rusza nieco do przodu i stacza się ponownie na samochód za nim, rysując delikatnie. Otwierają się tylne drzwi drugiego samochodu.

Na powierzchnię wychodzi czwórka koksów, dzierżąca w dłoniach puszki z piwem. Kierowca i jego pasażer również wyłaniają się z pojazdu; to z kolei dwa leszcze na których wiszą dziecięce rozmiarowo dresy. Zaczyna się wyjaśnianie sytuacji, gdzie prym wiodą określenia na „k” i „ch” i nie mam tu na myśli „kocham”. Okazuje się, że kierowcą pierwszego samochodu jest niewielka, filigranowa blondynka, której ręce trzęsą się jak starcowi.

Zaczyna się robienie zdjęć uszkodzeń, wyciąganie jakichś papierów, spisywania danych. Koksy są wyraźnie przesilone wysiłkiem intelektualnym jaki należy włożyć w całą sytuację, ale są w stanie przepękać te ciężkie momenty, bo przecież lubią, jak wkoło nich dzieje się jakiś syf.

Sytuacja wydaje się być rozegrana już niemal do końca z przewagą na stronę gości 1:0. Zważywszy na nerwy panienki może nawet 1,5:0. Już moje nogi mają kontynuować marsz, gdy nagle zdarza się coś; zapominam wciąż, że życie uwielbia nagłe zwroty aukcji. Z pobliskiego baru wytacza się koleś, wiek zaawansowany, brzuch, wąsy. Podchodzi do grupy i rzuca od niechcenia „Witam”. Cała szóstka patrzy się na niego, jakby właśnie na kosmicznym promieniu przybył. Tymczasem gość wyjmuje zza pazuchy jakąś plakietkę i zaczyna:

– Policja. Akurat jadłem w tamtym barze, więc będę Państwu świadkował w sytuacji. Oczywiście na korzyść Pani. Ewidentnie było widać, że Panowie podstawili się i dążyli do takiej sytuacji, co jest praktyką karalną. Proszę o dokumenty.

Po czym spogląda kątem oka na koksów i rzuca pod wąsem:

– HWDP, co nie?

Wszyscy stoją bez słowa, samochody mijają miejsce, ruszam dalej. Przecież nic takiego się nie wydarzyło.

Tagi: , ,

Dodaj odpowiedź