Parę dni temu miałem okazji doświadczyć czegoś niezwykłego. Porządkując swoją norę, wpadłem w ręce z egzemplarzem „Forum” datowanym na sierpień bieżącego roku. Na bardzo ostatniej* stronie tegoż czasopisma natrafiłem na ciekawy artykuł będący przedrukiem z rosyjskiej gazety „Ogoniok” autorstwa Wiktora Jerofiejewa. Przytaczam go poniżej w całości, gorąco zachęcam do zapoznania się.
Nigdy nie obrażaj człowieka, który kocha Stalina. Nie krzycz na niego, nie tup, nie wściekaj się i nie domagaj rzeczy niemożliwych. To człowiek ciężko chory, cierpi na nieludzką chorobę: ma zwichniętą duszę. Nie współczuj mu – wpadnie w szał z powodu twojego współczucia. Nie próbuj go przekonać – nie uda ci się. Wyłącz wszystkie emocje, zgaś gniewne błyski w oczach, popatrz nań chłodnym, obojętnym wzrokiem. Jego choroba karmi się twoimi emocjami, jego dusza pragnie twego gniewu. Lepiej kup mu portret Stalina i delikatnie wbij gwoździk w ścianę.
Jak to dobrze, że Stalina kocha pół kraju! Byłoby o wiele gorzej, gdyby go kochał cały kraj. Pół kraju jednak nie kocha Stalina – czyż to nie jest nadzieja na przyszłość? Ja nie kocham Stalina. Połowa kraju kocha Stalina. Co mam począć z tą kochającą połową?
Miłość połowy kraju do Stalina to dobry powód, aby odwrócić się do takiego kraju plecami, postawić na narodzie krzyżyk. Głosujecie na Stalina? Rozwodzę się z takim krajem! Pluję narodowi w twarz i doskonale zdając sobie sprawę, że ta miłość jest wieczna, odnoszę się do narodu cynicznie. Patrzę na naród jak na bydło, które można wykorzystać w dowolnym celu. I im bardziej jestem cyniczny, tym bliższy staję się Stalinowi – jestem jak on dwoisty. Dla osiągnięcia celu nie żal mi i milionów głów. Wiem, że ci, co ocaleli, będą lizać moje buty.
Przez długi czas gardziłem tymi, którzy kochają Stalina. Wydawało mi się, że kochać go mogą tylko idioci. Ale potem zmieniłem zdanie. Zmieniłem podejście do idiotów. Być idiotą to nie ujma. Rosyjska inteligencja zawsze lekkomyślnie zawyżała znaczenie człowieka. Miłość do Stalina to skutek tej lekkomyślności.
Kto powiedział, że on umarł? Stalin żyje wśród nas. Żyje w sercach chorych staruszek marzących o sprawiedliwości, żyje w skrzywdzonych i poniżonych, którzy zostali pozbawieni prawa do życia, żyje w bandytach, którzy nie boją się zabijać, żyje w milicjantach i urzędnikach, którzy wierzą w swoją bezkarność, żyje wśród wysoko postawionych polityków, którzy uważają, że umieją rządzić krajem, żyje wśród całej elity politycznej od dołu do góry. Żyje w młodych ludziach, którym obce jest poczucie odpowiedzialności, żyje w nacjonalistach, którzy uważają, że Rosjanie są najlepsi na świecie, i w faszystach, którzy przez wiele lat byli sojusznikami Stalina, żyje w tych, którzy marzą o odrodzeniu imperium rosyjskiego i z góry traktują sąsiadów, a potem urządzają histerię, że sąsiedzi ze wstrętem odwracają się od Stalina. Stalin żyje. Żyje w przerobionym radzieckim hymnie, w sprzedajnych dziennikarzach, w rosyjskich cerkiewno-słowiańskich komunistach, w upodobaniu do bizantyjskich intryg. Stalin żyje – żyje w uczniach, którzy gwałcą koleżanki z klasy, w funkcjonariuszach służb specjalnych i milicji, którzy porządek często mylą z kodeksem obowiązującym w więzieniach.
Żyje on dlatego, że jesteśmy ofiarami naszej nieszczęsnej historii, której nigdy nie chcieliśmy uznać. Stalin żyje, dlatego że sadomasochizm to nasza narodowa gra. Och, jak wiele mamy ze Stalina! Kochać go to przede wszystkim szyderczo mścić się na tych, którzy nie są do ciebie podobni. Stalin to śmierdząca kadź, nad którą unoszą się opary naszych wad. Wiem, że nigdy nie zmienię opinii o Stalinie. Jednak niektórzy myślą, że znakomita większość ludzi, którzy go kochają, przestanie kochać, jeśli uda się ich całkowicie zmienić: unicestwić ich niewiedzę, otworzyć im oczy, nakarmić i nauczyć szanować ludzi.
To naiwna pomyłka. Nie można przestać kochać Stalina, jeżeli jest gwarantem naszego jestestwa, opoką naszego idiotyzmu. Stalin, człowiek o niezrozumiałej dla Rosji kulturze, przybysz z daleka, niczego dobrego dla Rosji nie uczynił. Wszystkie te dobre rzeczy, które naród przypisał potem Stalinowi – od sytego życia po zwycięstwo nad Niemcami – są nieudowodnione. Jednak jesteśmy nie tylko synami i córkami Stalina, jesteśmy jego historycznymi rodzicami.
Tylko na rosyjskiej ziemi Stalin zapuścił korzenie i wydał owoce. Kochamy go, bo my, Rosjanie, sami z siebie nic nie możemy, nic nie potrafimy. Potrzebny nam jest to gruziński dyktator, to holenderski trener. Nie umiemy żyć. Potrzebny nam jest dzwon z wysokiej dzwonnicy z wódką i knutem, inaczej stracimy naszą odrębność i tożsamość. Ale knut nam nie przeszkadza, a wódka pomaga kochać również Władimira Wysockiego, drugiego po Stalinie ulubieńca całego narodu. Nigdy nie obrażaj i nie krzywdź człowieka, który kocha Stalina: on sam się skrzywdził na całe życie.
Artykuł sam w sobie ma dość wstrząsające i smutne przesłanie. Mną jednak wstrząsnęło coś innego; wstrząsnęło, a jednocześnie oświeciło. Było to swoiście niezwykłe. Gorąco zachęcam do ponownego przeczytania artykułu (naprawdę!), z tą różnicą, aby pod każde słowo „Stalin” w nim zawarte wstawić „PiS”, a pod Rosję – Polskę. Dla celów absolutnej przejrzystości zalecam pominąć nieliczne fragmenty oznaczone kursywą.
* – „very last”

„Nigdy nie obrażaj człowieka, który kocha Stalina. Nie krzycz na niego, nie tup, nie wściekaj się i nie domagaj rzeczy niemożliwych. To człowiek ciężko chory, cierpi na nieludzką chorobę… Lepiej kup mu portret Stalina i delikatnie wbij gwoździk w ścianę.”
Dziadek Mróz dawał chujom ruzgi!
Nie próbuj też być sobą, dopasuj się, w końcu życie nawet beznadziejne jest lepsze od wygnania. Nie zapominaj się, że to twoja ojczyzna, z której większość ludzi cię zje jeśli tylko zima i okupacja potrwają za długo, nadal jednak to twój dom. Nie wychylaj się, praca jako drukarz portretów jest zyskowna, a skoro możesz utrzymać siebie i rodzinę, nie warto ryzykować. Pamiętaj, że to tylko choroba, a powyższe zalecenia to środek bezpieczeństwa, jak lateksowe rękawiczki i maseczka na twarz.
A właśnie, przecież okrycie twarzy lekarza jest dla dobra pacjenta, czyż nie? W końcu może się zarazić czymś od ciebie. Nie daj Boże, zrozumie co do niego mówisz i zgodzi się z tobą. Zyskasz wówczas oddanego sojusznika, którym przed chwilą gardziłeś.
Otóż władza w dowolnej postaci degeneruje i jest też niesłychanie pociągająca. Jest też niezbędna ale tu już powstrzymam się z komentarzem do lepszej okazji.
Jeśli chodzi o to, że władza jest pociągająca, to stosowny wpis powinien pojawić się gdzieś na początku lutego.
Teraz można wpisać PO zamiast Stalina, a zamiast Rosja Polska